Rok 2024 miał być świętem. Jubileusz 120-lecia powstania Pogoni Lwów – 4-krotnego Mistrza Polski i legendy II RP – powinien obfitować w gale i turnieje. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Zamiast szampana, była walka o przetrwanie, a zamiast pewności jutra – dziura budżetowa i zawieszone treningi dla dzieci. W szczerej rozmowie Marek Horbań, prezes LKS Pogoń Lwów, odsłania kulisy funkcjonowania klubu w wojennych realiach, gdzie mecze przerywają syreny alarmowe, a walka o fundusze z Polski przypomina „biurokratyczną piłkę nożną”.
Sytuacja najstarszego polskiego klubu sportowego jest krytyczna. Jak przyznaje prezes Horbań, pod koniec 2024 roku klub stanął nad przepaścią, a do domknięcia budżetu brakowało ćwierć miliona złotych. Wojna na Ukrainie odcięła Pogoń od sponsorów biznesowych, a systemowe wsparcie z Polski – z Senatu RP czy Ministerstwa Spraw Zagranicznych – okazało się w tym roku niewystarczające lub niepewne.
Efekty? „Musieliśmy ograniczyć, a momentami nawet zawiesić zajęcia części grup młodzieżowych” – mówi z bólem Marek Horbań. To cios nie tylko w sport, ale w lokalną społeczność, dla której akademia Pogoni jest azylem i namiastką normalności w traumatycznej, wojennej codzienności.
Czy Pogoń Lwów jest skazana na tułaczkę po wynajmowanych boiskach? Jak klub radzi sobie z utajnianiem terminarzy meczowych ze względów bezpieczeństwa? I czy węgierski model budowy akademii na Zakarpaciu jest dla Polaków niedoścignionym wzorem? Zapraszamy do lektury wywiadu, który jest nie tylko raportem ze stanu posiadania, ale przede wszystkim apelem o ratowanie żywego pomnika polskiej historii.

Robert: Panie Prezesie, pod koniec 2024 roku media obiegła informacja, że Pogoń Lwów stoi nad przepaścią, a do domknięcia budżetu brakuje ćwierć miliona złotych. Czy udało się zażegnać to bezpośrednie niebezpieczeństwo likwidacji klubu, czy wciąż balansujecie na krawędzi?
Marek Horbań: Sytuacja Pogoni Lwów wciąż jest niepewna i nadal walczymy o przetrwanie. Od momentu wybuchu wojny na Ukrainie straciliśmy możliwość współpracy z polskimi firmami działającymi wcześniej na Ukrainie. To właśnie one przez lata zapewniały część środków na funkcjonowanie klubu – w formie sponsoringu i darowizn. Dziś realnym źródłem wsparcia pozostają wyłącznie instytucje odpowiedzialne za opiekę nad Polonią i Polakami za granicą. Od wielu lat składamy wnioski do Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, Ministerstwu Spraw Zagranicznych i Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i to dzięki tym projektom mogliśmy realizować nasze kluczowe działania.
W 2025 roku jeden z najważniejszych projektów złożonych do Senatu nie otrzymał dofinansowania. Rozumiemy, że setki organizacji z całego świata również walczą o środki, ale Pogoń Lwów jest klubem absolutnie wyjątkowym – najstarszym działającym polskim klubem sportowym, powstałym w kolebce polskiej piłki i dającym Polsce pierwszego olimpijczyka. Moim zdaniem to dziedzictwo które zobowiązuje.
Mimo trudności nie poddaliśmy się. Zwróciliśmy się o pomoc do firm i fundacji w Polsce, a także uruchomiliśmy zbiórkę internetową. Jej odzew przeszedł nasze oczekiwania – udało się zebrać ponad 70 tysięcy złotych. Przy rocznym budżecie około 500 tysięcy to jedynie część potrzeb, ale środki te pozwoliły klubowi przetrwać najtrudniejszy okres. Później otrzymaliśmy także część finansowania z Senatu RP oraz Ministerstwa Spraw Zagranicznych, jednak zaległości wciąż pozostają znaczne. Warto wspomnieć, że Środki finansowe w Polsce poszukuje Fundacja Pogoń Lwów, powołana właśnie po to, by wspierać klub i reprezentować jego interesy na terenie kraju. Fundacja prowadzi zbiórki, pozyskuje wsparcie finansowe i rzeczowe, a także pomaga w kontaktach z darczyńcami, partnerami i instytucjami. Dzięki jej działalności możemy działać nie tylko we Lwowie, ale również w Polsce, mobilizując środki na utrzymanie szkółki piłkarskiej i funkcjonowanie klubu.
W tym roku ponownie złożyliśmy nasze projekty do Senatu w ramach konkursu Senat Polonia 2026. Czekamy na wyniki, które będą kluczowe dla funkcjonowania klubu w najbliższych miesiącach.
Robert: Zmuszeni byliście Państwo zawiesić treningi w niektórych grupach młodzieżowych z braku środków na stypendia i wynajem obiektów. Czy dzieci i młodzież wróciły już na boiska, czy akademia – serce klubu – jest wciąż zamrożona?

Marek Horbań: Z powodu trudności finansowych od późnej jesieni musieliśmy ograniczyć, a momentami nawet zawiesić zajęcia części grup młodzieżowych w naszej szkółce piłkarskiej. Brakowało środków zarówno na wynajem boisk, jak i na wynagrodzenie dla trenerów. Serce klubu – szkółka piłkarska, która daje dzieciom i młodzieży możliwość rozwoju – nie mogło pracować w pełnym wymiarze. To dla nas najboleśniejsza konsekwencja kryzysu. Powrót wszystkich grup na boiska zależy od tego, czy uda się zabezpieczyć nowe źródła finansowania.
Robert: Od reaktywacji w 2009 roku Pogoń jest „bezdomna” – nie posiada własnego stadionu. Jak w realiach wojennych wygląda logistyka wynajmowania boisk we Lwowie? Czy wciąż tułacie się po obiektach, czy jest szansa na stałą bazę, choćby treningową?
Marek Horbań: Od reaktywacji w 2009 roku Pogoń Lwów nie posiada własnego obiektu sportowego. Korzystamy wyłącznie z wynajmowanych boisk i stadionów, a ich ceny rosną z roku na rok. Pierwsza drużyna swoje mecze rozgrywa na stadionie Politechniki Lwowskiej, obiekcie znanym historycznie jako VIS na Filipówce. To tam rywalizują seniorzy i część juniorów.Większość treningów – zarówno drużyn młodzieżowych, jak i grup ze szkółki piłkarskiej – odbywa się jednak na innych, wynajmowanych obiektach rozlokowanych po całym mieście. Od 2009 roku staramy się o własną bazę, choćby jedno pełnowymiarowe boisko treningowe, ale do dziś nie udało się jej zdobyć. W warunkach wojennych logistyka i koszty tak rozproszonej działalności stają się coraz trudniejsze do udźwignięcia.

Robert: Chciałbym zapytać o codzienną rzeczywistość Pogoni Lwów w cieniu wojny. Jak radzicie sobie z organizacją meczów w warunkach ciągłego zagrożenia, gdy wyją syreny, a terminarz musi pozostać niejawny, i jak ta sytuacja – w połączeniu z faktem, że część Waszych ludzi walczy na froncie – wpływa na morale wewnątrz klubu? Ciekawi mnie również, czy w tym trudnym czasie, pracując ze straumatyzowanymi dziećmi, Pogoń stała się bardziej azylem dającym namiastkę normalności niż klubem nastawionym na czysto sportowy wynik?

Marek Horbań: Wojna wnosi swoje korektywy i dziś kluczowym słowem dla nas jest bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo zawodników – zwłaszcza najmłodszych – bezpieczeństwo kibiców, trenerów i pracowników. Dotyczy to zarówno treningów, jak i meczów ligowych, sparingów czy turniejów. Kierujemy się rekomendacjami Asocjacji Piłki Nożnej Obwodu Lwowskiego oraz krajowej Federacji. Jedna z nich mówi jasno: nie publikować publicznie miejsca ani daty rozgrywek. Wiele klubów to lekceważy, ale my nie możemy sobie na to pozwolić. Jako klub polski jesteśmy narażeni na większe ryzyko – wolimy dmuchać na zimne. Bezpieczeństwo to nasza podstawa.
Gdy podczas meczu czy treningu wyją syreny, zawodnicy natychmiast schodzą do schronów. W grupach dziecięcych trener bierze maluchy za rękę i wprowadza je w bezpieczne miejsce, pozostając z nimi do końca alarmu – czasem trwa to kilkanaście minut, czasem godzinę albo dłużej. Zdarza się, że za trening, którego realnie nie mogliśmy przeprowadzić, i tak musimy zapłacić za wynajem boiska. Mecze są przekładane, dogrywane, czasem rozgrywane na drugi dzień. Taki jest nasz sportowy rytm w czasie wojny.
Część naszych zawodników służy dziś na froncie. Utrzymujemy kontakt, staramy się pomagać – tyle, na ile pozwalają warunki i rozsądek. Nie wszystko możemy o tym mówić ze względów bezpieczeństwa.
Dla dzieci i młodzieży sport stał się ucieczką od wojennej codzienności – przestrzenią, gdzie można się wyszaleć, wykrzyczeć, pozbyć stresu, poczuć choć odrobinę normalności. Dlatego od lat prowadzimy bezpłatne zajęcia dla najmłodszych w polskich szkołach nr 10 i 24. Tu nie chodzi tylko o wychowanie piłkarzy, choć oczywiście takie talenty też się zdarzają. Naszym głównym celem jest wspieranie ich psychiki, dawanie im stabilności i bezpiecznej, przyjaznej przestrzeni.
W tym kierunku działają również nasi siatkarze, którzy regularnie organizują turnieje i zajęcia dla szkolnej młodzieży. Dzięki temu docieramy do młodych nie tylko piłką, ale też innymi formami aktywności.
Od wielu lat jesteśmy także pomocnikami św. Mikołaja w polskich szkołach – współorganizujemy mikołajkowe spotkania, obdarowujemy dzieci i młodzież, dajemy im radość i poczucie, że ktoś o nich pamięta, nawet w najtrudniejszych czasach. Tu też mam słowa uznania dla kibiców polskich klubów, którzy dołożyli się do naszej zbiórki słodyczy dla polskich szkół we Lwowie.To wszystko jest naszym wkładem – wkładem lwowskiej Pogoni w życie polskiej społeczności we Lwowie i w codzienność dzieci dorastających w cieniu wojny. Bez względu na warunki, staramy się dawać im coś, czego nie zastąpi żadna pomoc materialna: poczucie normalności i wspólnoty.

Robert: Rok 2024 był dla Was słodko-gorzki: zamiast fety na 120-lecie, toczyliście walkę o przetrwanie, choć turnieje dla dzieci udowodniły, że »duch Lwowa« wciąż żyje. Zastanawiam się, jak ten ogromny bagaż historyczny 4-krotnego Mistrza Polski wpływa na Waszą codzienność – czy pomaga w rozmowach ze sponsorami, czy bywa ciężarem w zderzeniu z amatorskimi realiami? I wreszcie – jak w tym specyficznym kontekście budujecie jedność w szatni, łącząc Polaków i Ukraińców, i czy ta bogata historia jest w ogóle zrozumiała dla wszystkich zawodników?
Marek Horbań: Tak, wyobrażaliśmy sobie, że jubileusz 120-lecia klubu oraz 15. rocznica jego odrodzenia będą wyglądać inaczej. Tym bardziej, że 115-lecie klubu zakończyliśmy uroczystą galą w Pałacu Potockich – wydarzeniem eleganckim i symbolicznym, które pięknie podsumowało tamten okres. Wydawało się naturalne, że 120-lecie uda się uczcić jeszcze okazalej, jeszcze bardziej uroczyście i z większą ilością uczestników. Rzeczywistość wojny jednak wymusiła zmianę planów i bardzo ograniczyła nasze możliwości.
Cieszymy się jednak z najważniejszego: że klub dotrwał do tej daty i nie musiał zawiesić działalności. W dużych wydarzeniach nie mogliśmy konkurować z wcześniejszymi latami, ale udało nam się zorganizować to, na co pozwalały przepisy i warunki. Postawiliśmy na turnieje piłkarskie dla dzieci, młodzieży i amatorów, bo to serce naszej działalności i najlepszy sposób, by uczcić jubileusz w czasie wojny.
Przygotowaliśmy również dwujęzyczną wystawę złożoną z 16 plansz, prezentującą historię Pogoni Lwów oraz innych klubów powstałych w mieście, a także sylwetki ważnych sportowców związanych z dawnym Lwowem. Dzięki wersji polskiej i ukraińskiej mogli ją zrozumieć także zawodnicy i kibice z innych klubów – i poznać fragment wspólnej historii naszego miasta.
Pogoń Lwów to marka – przedwojenna, mocno zakorzeniona. Dziś próbujemy odbudować jej miejsce, krok po kroku. Gramy w niższej lidze niż przed wojną, nasze sukcesy są skromniejsze, ale realne. Od lat nasi juniorzy dominują w rozgrywkach obwodu lwowskiego, zdobywając mistrzostwa i puchary. Jesteśmy również najwyżej grającym polskim klubem poza granicami Polski, występując w trzeciej lidze ukraińskiej. Do dawnej sławy jeszcze daleko, ale systematycznie na nią pracujemy.
Robert: Czy ta historia pomaga w rozmowach ze sponsorami? Liczę, że tak – choć zdaję sobie sprawę, że warunki zewnętrzne są dziś dla wszystkich trudne.
W szatni i poza nią nigdy nie dzielimy zawodników według narodowości. Gramy razem, pod jednym herbem. Na wyjazdach reakcje bywają różne – czasem mniej życzliwe, czasem pełne sympatii i podziwu, że klub o takiej historii potrafił się odrodzić i trwać mimo wszystko. Podchodzimy do tego spokojnie.Osobiście mam ogromny szacunek dla naszych trenerów, pracowników, ale przede wszystkim dla zawodników. To oni wychodzą na murawę i ryzykują zdrowiem. Gramy na poziomie amatorskim, a ubezpieczenia są raczej formalnością – zapewniają pierwszą pomoc, ale nie pełne leczenie. Mimo to nasi walczą do ostatniego gwizdka: o punkty, o zwycięstwo, o klub.

Robert: Pogoń Lwów jest postrzegana jako „Kustosz Pamięci” polskiego sportu na Kresach. Pogoń Szczecin, Odra Opole, Polonia Bytom – to kluby, które wyrosły na lwowskich korzeniach. Czy ta więź jest tylko symboliczna (herby, barwy), czy idzie za nią realna pomoc szkoleniowa, sprzętowa lub finansowa z ich strony?
Marek Horbań: Utrzymujemy kontakty z polskimi klubami, które mają lwowskie korzenie. Nie jest on jednak systematyczny. W pierwszych latach po reaktywacji Polonia Bytom zaprawiła nas na turniej, wspólny obóz piłkarski i ufundowała zestaw strojów oraz dresów. Pogoń Szczecin również gościła nas na dziecięcym turnieju i przekazała komplety strojów. W przypadku Odry Opole nasza współpraca ma głównie charakter współpracy z kibicami. Podobnie jest w przypadku większości klubów z lwowskimi korzeniami – kontakt istnieje, ale najczęściej odbywa się poprzez środowiska kibicowskie. Nie otrzymywaliśmy od tych klubów wsparcia finansowego. Oczywiście każdą formę pomocy finansowej przyjęlibyśmy z wdzięcznością.
Współpracujemy również ze środowiskiem kibicowskim Legii Warszawa, które regularnie wspiera nasze zbiórki. Klub zaprosił nas także na zimowe zgrupowanie i turniej, podobnie jak drugi stołeczny klub – Polonia Warszawa, która gościła naszą młodzież. Mam nadzieję, że po zakończeniu wojny będziemy mogli kontynuować te kontakty i wyjazdy, rozwijając współpracę z polskimi klubami i środowiskami kibicowskimi.
Robert: Czy w obecnej sytuacji wsparcie z Senatu RP lub Ministerstwa Spraw Zagranicznych jest wystarczające, by utrzymać polską placówkę sportową na Wschodzie, czy formuła grantowa w czasie wojny po prostu się nie sprawdza? Jeśli nie uda się spiąć budżetu, co stanie się z dziedzictwem Pogoni? Czy rozważacie scenariusz, w którym Pogoń przestaje grać w piłkę, a staje się wyłącznie fundacją historyczną, czy póki piłka w grze, będziecie walczyć o ligowy byt?
Marek Horbań: Jeśli chodzi o instytucje, które niosą opiekę nad Polonią i Polakami za granicą, wszystkie dotychczas składane przez nas projekty były projektami jednorocznymi. Obecnie mamy luty i wciąż nie znamy wyników konkursów – nie wiadomo, kiedy nastąpi rozstrzygnięcie ani czy środki zostaną nam przyznane. Decyzje zwykle zapadają na przełomie kwietnia i maja. Dla klubu jest to bardzo trudna sytuacja, ponieważ bez pewności finansowej nie możemy odpowiednio zaplanować działalności. Trzeba mieć rezerwy finansowe, aby zapewnić ciągłość treningów, a także przygotowanie do rozpoczęcia sezonu ligowego.
Na razie sytuacja się nie zmienia, choć wiemy, że część projektów ma zostać przekształcona w projekty dwuletnie, co mogłoby w pewnym stopniu zwiększyć stabilność finansową. Nadal jednak poszukujemy systemowego i długofalowego rozwiązania, które pozwoliłoby Pogoni Lwów otrzymywać regularne, przewidywalne środki na działalność.
W przeszłości kierowano nas do PZPN, który formalnie nie może wspierać polskiego klubu działającego poza granicami Polski. Podobnie Ministerstwo Sportu w oficjalnych odpowiedziach potwierdziło, że nie może finansować podmiotów spoza terytorium kraju. W efekcie tej „biurowej piłki nożnej” ponownie wskazywani jesteśmy na instytucje wspierające Polonię i Polaków – przede wszystkim Senat RP, Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz duże stowarzyszenia i fundacje, które w naszym imieniu składają wnioski.
Nie dopuszczamy myśli, że Pogoń Lwów mogłaby zniknąć z piłkarskiej mapy naszego miasta. Walczymy o każdy możliwy sposób przetrwania klubu, szukamy środków finansowych i nie rezygnujemy nawet w sytuacji konieczności gry w niższych ligach. Jednocześnie jestem przekonany, że klub o takiej historii i renomie nie może funkcjonować na poziomie rozgrywek okręgowych – jego miejsce jest przynajmniej w drugiej lub pierwszej lidze.
Dlatego dokładamy wszelkich możliwych starań, aby zapewnić Pogoni Lwów stabilne i systematyczne finansowanie, które pozwoli kontynuować tradycję i rozwój klubu. Pragniemy nadal promować polski sport i jego historię, integrować działające tu polskie organizacje w sekcjach piłkarskiej, siatkarskiej, sportowo-rekreacyjnej, turystycznej oraz w szkółce piłkarskiej klubu, a także pełnić rolę prawdziwego ambasadora polskiego sportu.Jeżeli mniejszości węgierskiej na Zakarpaciu udało się przy wsparciu węgierskiego rządu od podstaw wybudować nowoczesną Akademię – Munkács Futball Akadémia – to jesteśmy przekonani, że również nam kiedyś uda się stworzyć podobną bazę i zapewnić młodym pokoleniom sportową przyszłość we Lwowie.

Dziękuję za rozmowę.








